Click to support us on Patreon

Dogasający w palenisku ogień powoli pogrążał karczmę w półmroku. Wzbijające się co parę chwil ostatki iskier oświetlały momentami umęczoną twarz mężczyzny siedzącego w pobliżu ciepła. Siedział na chybotliwym, drewnianym stołku, ubrany w skórzany strój podróżny z wypłowiałym futrem dawno upolowanego zwierza na ramionach. Wpatrzony w dogasający płomień, trzymał zębami drewnianą fajkę, której ćmienie dostosowywał z ostatnimi tchnieniami inferna. Przez głowę przebiegały mu leniwie wspomnienia z bujnej przeszłości, która wyniszczyła jego ciało; ręce powoli słabły, niezdolne utrzymać dłuższego miecza, nogi ciążyły, a plecy skrzypiały przy większym wysiłku. “Tyle rzeczy próbowało mnie dopaść, a udało się to tobie, Starości” pomyślał, zaciągając się własnoręcznie ułożoną mieszanką tytoniu. 

– Powinieneś odpocząć – rzucił zdawkowo gospodarz, nie licząc na reakcję. Lubił Sarvina,  mimo tego traktowali się jak przyjaciele.

Mężczyzna prychnął z lekkim uśmiechem i odparł:

– Prawdziwego odpoczynku doznam po śmierci, Kar.

Drzwi przybytku otwarły się, wpuszczając mroźne powietrze. Do środka wszedł młody wyrostek, trzęsący się z zimna, choć był mocno opatulony wysokiej jakości ubraniami. Nieudolnie próbując zakryć zdobienia szarym płaszczem, stanął na klepisku, rozglądając się wokół. Światło odbiło się od śniegu, rozpraszając odrobinę mrok pomieszczenia: przy ścianach stały drewniane stoły z dosuniętymi do nich ławami, pomiędzy nimi kolumny podtrzymujące główną część sali, gdzie znajdowali się dwaj mężczyźni z paleniskiem na środku, nad którym metalowa konstrukcja służyła za rożen. Po bokach sali znajdowały się korytarze prowadzące do sypialni, natomiast na drugim końcu stał kontuar, a za nim zejście do piwniczki z najlepszymi winami w Kotlinie Valary. 

– Zapraszam! – rzucił gromko Kargan. – Jeśli masz złoto, oczywiście. Przybłęd nie karmię. 

– O-oczywiście. Ile bierzecie, panie, za noc? Ruszam z rana, nie będziecie mieć mnie długo na głowie – młodziak zdawał się być nienawykły do samotnego podróżowania. Skostniałymi z zimna dłońmi sięgnął do ukrytej za pasem sakiewki.

Wtedy spojrzenia przybysza i Sarvina spotkały się. Szare oczy mężczyzny zdawały się nie okazywać większych emocji, jednak po plecach chłopaka przebiegł dreszcz. Jedno spojrzenie wystarczyło, żeby zrozumiał, że patrzy w oczy starego żołnierza. Obaj odwrócili wzrok; jeden speszony, drugi znużony. Stopiony śnieg skapywał z płaszcza przybysza, wzbudzając irytację karczmarza.

– Rozbierzcie się, zaraz podam kolację i pokażę pokój – powiedział, patrząc ze znużeniem na kałużę, którą będzie musiał się zająć. 

Chłopak z lekką obawą zdjął płaszcz, odsłaniając kubrak z haftem rodziny szlacheckiej. Błyszczące, złote nici przykuły uwagę obu mężczyzn, którzy nie dali tego po sobie poznać. Młodziak przysiadł obok Sarvina, wyciągając zziębnięte dłonie w stronę ciepła, z wyraźną ulgą na zaczerwienionej twarzy.

– Paskudna pogoda, prawda? – starał się zagaić, pocierając zimne palce. – Cieszę się, że trafiłem na tę gospodę, już prawie przysypało mnie…

– Nie widziałeś jeszcze złej pogody – przerwał dudniącym głosem żołnierz, nie odrywając wzroku od popiołów.

Hideon zamilkł, zbity z tropu. Spojrzał w tym samym kierunku, skupiając uwagę na tańczących iskrach. Po paru minutach ciszy splótł razem palce rozgrzanych dłoni. Był niskim blondynem o delikatnych rysach, odpowiadających bardziej dworskim klimatom aniżeli samotnej podróży z przystankami w tego typu przybytkach. Niebieskie oczy w łunie ognia stawały się przezroczyste, a drobne ciało rozluźniało się po całodniowej podróży. 

Wreszcie pojawił się Kargan, niosąc drewnianą tacę z pieczywem, ćwiartką sera i kuflem piwa. Postawił wszystko na stole, po czym wrócił za kontuar, doczyszczając pozostawione po przyjezdnych naczynia.

– Pogadałbyś z chłopakiem, staruszku, może chandra ci przejdzie – rzucił pod wąsem, zużytą szmatką czyszcząc metalowe kubki.

– Nie, nie ma potrzeby – szybko odparł młodzieniec, pospiesznie przełykając jedzenie. Nie chciał narażać się nikomu kilka razy większemu od niego. – Jestem tylko…

– Z Demacii. Dokładniej jesteś z rodu Obrońców Korony. Czego szukasz na tym pustkowiu?

Cisza, jaka zapadła po słowach Sarvina, była krępująca. Młodzik pobladł na twarzy, odruchowo łapiąc za sakiewkę, i rzucił wzrokiem w stronę wyjścia. Nerwowo przełknął ślinę, a gdy zbierał się do odpowiedzi, znów mu przerwano.

– Nie napadniemy na ciebie, bo jesteś bogaczem, chłopcze. Żadni z nas bandyci, ciekawi nas tylko twoja historia – odezwał się karczmarz, przerywając polerowanie naczyń. Oparł się łokciem o blat i uśmiechnął. – Jestem Kargan, a tamten mruk to Sarvin. Twoja kolej.

– H-Hideon, panie. Hideon Drugi, kuzyn rodzeństwa Garena i Luxanny – zabrzmiało to jak ostrzeżenie przed zemstą tej dwójki za ewentualną krzywdę nastolatka. – Błagam, nie rozpowiadajcie tego nikomu, zwłaszcza strażnikom. Nikt nie wie, gdzie się udałem.

– Póki nie dotyczy to mojej gospody, nie dotyczy mnie – stwierdził niewzruszony mężczyzna, odkładając ostatni z kufli na półkę. – A jaki jest cel twojej podróży?

– Nie mogę powiedzieć, panie, choć jesteście tak mili. 

– Nie podołasz sam, dzieciaku – żołnierz nareszcie wyprostował się i spojrzał szlachcicowi w twarz. Siwy zarost pokrywał znużoną twarz, poznaczoną dwoma bliznami, krzyżującymi się na lewej stronie żuchwy, a szpakowate włosy odsłoniły resztę twarzy mężczyzny. – Jesteś wątły i o słabym charakterze. Zginiesz, zanim dotrzesz do Ostoi Rygann.

– Nieprawda! – krzyknął oburzony Hideon, zaciskając dłonie w pięści. Tacka z resztkami zachybotała się niebezpiecznie.

– Poszukujesz Słusznej Chwały, mam rację?

Twarz nastolatka znów pobladła, gdy ten poczuł się, jakby czytano mu w myślach. Rozluźnił palce i uchylił usta, zdumiony łatwością, z jaką tamci odgadli jego tajną misję. Skamieniały, nie był w stanie wykrztusić słowa, co wykorzystał Sarvin, odpowiadając na swoje pytanie.

– Boicie się w Demacii, od kiedy Jarvan Czwarty zaginął podczas wyprawy do Trevale, prawda? A legenda o Słusznej Chwale rozbudziła w tobie nadzieję na przysłużenie się królowi, bo któż inny byłby w stanie ocalić jego syna, jak nie legendarny wojownik? Więc wyruszyłeś sam, ledwo odcinając się od mleka matki, w nadziei na pokazanie swojej wartości? Typowe.

– Sarvin… – karczmarz upomniał go, siadając obok chłopaka. Hideon nie wiedział, co robić. Poczuł się urażony, ale i przerażony retoryką, zdawałoby się emerytowanego, żołdaka.

– Zmartwię cię, dzieciaku, Słuszna Chwała zginął, jakem świadek. Lepiej wracaj do swojego przytulnego dworu, modląc się o przebaczenie matki, której zapewniłeś siwiznę na kilka lat wcześniej.

– Sarvinie!

– Milcz, Karganie, widzisz przecież, że to worek na kości. Nie da rady, jest za miękki na tę podróż.

– Wypraszam sobie, panie Sarvinie, osiągnąłem już odpowiedni wiek na stanie się kimś, aspiruję do Akademii Legend i…

Żołnierz odchylił głowę do tyłu i wydał z siebie gromki okrzyk pogardy, po czym splunął pogardliwie do paleniska. Wycierając usta wierzchem karwasza, zwrócił się do Hideona.

– To jest twoje marzenie? Stać się sławną marionetką i brać udział w tych chorych zawodach w Dolinie Przywoływaczy? 

– Za kogo pan się uważa?! – krzyknął oburzony, strącając tacę na podłogę. Naczynia z brzękiem upadły i potoczyły się wzdłuż sali. – Siedzicie tu jak zwykły kmiot, zapewne zdezerterowaliście z wojsk Jarvana Trzeciego jak zwykły tchórz!

– Chłopcze, nie waż… – jednak Kargan zbyt późno powziął powstrzymywanie szlachcica. 

Sarvin, słysząc podobne obelgi, wstał ukazując swój faktyczny wzrost. Prawie dwumetrowy, barczysty wojownik zrzucił z siebie płaszcz, ukazując pełnię swojej osoby. Skórzana kamizelka bez rękawów opinała wciąż wydatnie umięśnione ciało, potężne ramiona, poznaczone kolejnymi bliznami, napięły się, gdy płomień gniewu zapłonął w oczach żołnierza. Długie włosy opadły do tyłu, odsłaniając napięte ścięgna na szyi, a u lewego boku Sarvina zakołysała się pochwa z solidnie wykonaną rękojeścią miecza, na jelcu którego wyrzeźbiono herb Demacii. 

– Dezerter, tak? – głos, choć opanowany, brzmiał złowrogo z jego ust. Wykonał krok w stronę młodzieńca, który zamarł ze strachu. – Uważasz, że to jest haniebne? Chcesz wiedzieć, co haniebnego zrobił twój ukochany ród? Chcesz poznać prawdziwą, nieugrzecznioną  legendę Słusznej Chwały? 

– P-p-prawdziwą? – tym razem jąkanie chłopaka nie było spowodowane zimnem. Przełknął nerwowo ślinę, szukając wzrokiem wsparcia u Kargana. Ten jednak patrzył na wszystko z boku, pewny opanowania przyjaciela. 

– Siadaj więc i nie przerywaj. Koronacja Jarvana Trzeciego spowodowała niemały rozłam w szlachcie Demacii. Nawet Obrońcy Korony poddali się szaleństwu, wysłali więc swoich najlepszych najemników po skarb godny króla. Byłem wtedy jednym z oficerów piechoty, któremu pieniądze odebrały rozum. Porzuciłem swój status i ruszyłem w podróż z jedynym wtedy przyjacielem u boku, Gornakiem – wzrok Sarvina rozmył się, gdy obraz wspomnień przysłonił jego świadomość. – Chłop jeszcze większy ode mnie, samą posturą pokonywał każdego w stolicy. W walce na froncie był żywym taranem, mógłbyś pomyśleć, że biegnąc w stronę wroga stawał się nadludzko szybki. Żartowałem, że w jego żyłach płynie krew Volibeara, choć doskonale znałem jego bogobojność. 

Sarvin usiadł z powrotem, sięgając odruchowo po pusty kufel stojący obok drewnianego stołka. Widząc brak napitku westchnął i wstał, kierując się do beczki stojącej za kontuarem. Hideon spojrzał pytająco na Kargana, który tylko wzdrygnął ramionami, przekazując: A co mi szkodzi. Gdy żołnierz wrócił, zwilżył gardło i podjął przerwaną opowieść.

– Ruszyliśmy w góry, przez Kurszan i do Mroźnej Przystani, gdzie odbiliśmy całkiem na północ, spragnieni chwały, tak jak ty. Dni spędzaliśmy na podróży i polowaniach, nocami kryliśmy się w najlichszych zaułkach, kuląc się wokół małych ognisk. Obaj byliśmy wprawieni w walce i przetrwaniu, dzicz nie była nam straszna. Dodatkowo wizja bogactw ogrzewała nasze serca aż nadto. Po trzynastu dniach dotarliśmy do przełęczy prowadzącej w stronę Rakelstake, które było naszym celem. Pomnik Avarosy z pewnością krył skarby, o których nie śniło się żyjącym. Byliśmy hienami cmentarnymi i to jedyna rzecz, jakiej żałuję – pociągnął solidny łyp, opróżniając pół kufla. – W połowie drogi do doliny zaskoczyła nas śnieżyca. Paskudna, lata musztry i ćwiczeń nie przygotowały nas na tak srogi żywioł. Szliśmy po pas unurzani w śniegu, nie widząc na dalej niż dwa metry przed sobą. Gornak torował ścieżkę, ja podążałem blisko niego, aby nie zamarznąć, ledwo stawiając kroki. Avarosa wystawiła nas na próbę, której nie byliśmy w stanie podołać. Wokół były tylko drzewa, żadnych zwierząt, a zapasy kurczyły się szybciej niż mój interes w tej temperaturze. Umęczony, krzyczałem do Gornaka, żeby zatrzymać się w jakimś jarze, który chociaż trochę osłoniłby nas przed pogodą. Widząc mój stan, zarzucił sobie mnie na ramię i zaniósł do najbliższej jaskini, której nie zauważyłem przez całą wędrówkę. Chłopcze, ten człowiek powinien stać się Aspektem na Górze Targon. Takim go zapamiętałem w każdym razie. Byłem ledwo żywy, gdy położył mnie na zimnej skale, do teraz pamiętam ten chłód docierający aż do kości. Gornak okrył mnie swoim płaszczem i rozpalił obok małe ognisko z resztek ściółki, którą zebrałem przed zejściem z przesmyku. Czułem się, jakbym umierał, żałowałem decyzji o podróży i majacząc błagałem przyjaciela o wybaczenie. Ostatnim, co zapamiętałem przed omdleniem, był głuchy ryk dobiegający z wnętrza jaskini i strach na twarzy Gornaka. Pierwszy i ostatni raz widziałem u niego niepokój, dotąd przecież nic nie było w stanie mu zagrozić. Dotąd…

Zapadła cisza, głos Sarvina załamał się. Mężczyzna po chwili odchrząknął i wpatrzony w resztki iskier dokończył.

– Obudziłem się, gdy zamieć osłabła. Wokół panowała cisza, nie słyszałem niczego poza własnym oddechem. Do palców wróciło mi czucie, płaszcz Gornaka zdołał mnie uratować. Gdy oprzytomniałem i mój wzrok skupił się na suficie groty, poczułem zapach krwi i zwierza. Gdy rozejrzałem się wokół siebie, poczułem się jak po kopnięciu w brzuch. Parę metrów ode mnie leżało cielsko niedźwiedzia, przygniatające ciało mojego towarzysza. Jego martwe oczy patrzyły na mnie, jakby tuż przed odejściem chciał mieć pewność, że bestia nic mi nie zrobiła. Zginął w mojej obronie, chroniąc zwykłego złodzieja, któremu smocza choroba odebrała rozum. 

Niespodziewanie po policzkach Sarvina popłynęły łzy, z których nic sobie nie robił. Zasłuchani towarzysze nie chcieli przerywać, wstrząśnięci tragedią mężczyzny. Ogień dogasł, jedynym źródłem światła były lampy rozwieszone nad kontuarem. 

– Gdybym nie nalegał, aby iść w śnieżycy, nie znaleźlibyśmy się w tej przeklętej gawrze. Jego broń nie przymarzłaby do pochwy, a on nie musiałby osłabiony walczyć gołymi rękami z niedźwiedziem. Rozpaczałem nad jego ciałem, przeklinając bogów i Obrońców Króla, którzy zlecili nam tę misję. Jednak najbardziej nienawidziłem siebie. Umarł wtedy nie tylko Gornak, ale i Mirrad, oficer z Nieustraszonej Gwardii. Przyjąłem nowe imię, porzucając swoją ojcowiznę. 

– Ale… – wtrącił Hideon, zdobywając się na odwagę. – Ale co ze Słuszną Chwałą? To pan? Jesteś wojownikiem z podań, który jest w stanie ocalić naszego księcia?

Sarvin przeniósł przekrwione spojrzenie na chłopaka, pierwszy raz okazując emocję inną niż pogarda i gniew. Czysty smutek i żal. 

– Nie przyłożę dłoni do spraw Demacii, nie po truciźnie, jaką wlała w nasze serca. Natomiast Słuszna Chwała było przezwiskiem Gornaka i jak już dobrze wiesz, nie był niezwyciężonym rycerzem o boskim pochodzeniu. Nie odszedł ze stolicy, aby ratować świat ani nie pokonał tysiąca wrogów jednym ciosem. Był dla mnie bratem. Zwykłym człowiekiem, którego bogowie wraz z monstrualnym ciałem obdarowali szlachetnym sercem. 

– Przepraszam za moje zachowanie, sir Sarvinie – głos szlachcica starał się być opanowany, nieudolnie próbując zamaskować drganie. – Powinienem wrócić z rana do stolicy i opowiedzieć prawdę o was.

– To nie przywróci mu życia, ani nie zmaże moich grzechów. Odpuść, chłopcze, nikt nie uwierzy w twoje słowa. 

Zapadła długa cisza. Sarvin otarł mokrą twarz, Hideon wpatrywał się we własne dłonie złożone na podołku, trawiąc historię, która zaburzyła cały jego plan, a Kargan sączył powoli piwo z kufla. Wszyscy siedzieli, zatopieni we własnych rozmyślaniach. W pewnym momencie Hideon wstał:

– Ruszam do łóżka, muszę wrócić jak najprędzej do siebie. Dziękuję za twoją historię, panie, i tobie karczmarzu za gościnność. Pouczający wieczór.

Pozostali mruknęli w odpowiedzi, nie odprowadzając chłopaka wzrokiem. Gdy ten leżał na posłaniu, wyobrażał sobie, jak mógł wyglądać Słuszna Chwała i ile jeszcze prawdy zostało zatajone. Śniąc, marzył o podróży przez skute lodem połacie Freljordu, będąc odzianym w futra powalonych bestii, jak sam dociera do Rakelstake i rzuca wyzwanie Avarosie. 

Kargan obudził Hideona, informując go o oporządzeniu wierzchowca.

– Gotowy do drogi, tak jak mówiłeś. 

– Dziękuję – chłopak zamrugał zaspanymi oczami, po czym spytał. – Czy pan Sarvin jeszcze śpi? Chciałbym z nim porozmawiać przed odjazdem.

Twarz gospodarza spochmurniała.

– Niestety, gdy wstałem, już go nie było. Zostawił coś dla ciebie, mam to schowane pod blatem. 

Hideon posmutniał, jednak ciekawość zmotywowała go do szybkiego ubrania się. Spakowany, przyszedł do głównej sali. Przy stołach siedziało trzech podróżników toczących głośną dyskusję o czekającej podróży. Szlachcic mocniej opatulił się płaszczem, zasłaniając strój, po czym podszedł do kontuaru.

– Tu masz list i paczkę, jednak nie liczyłbym na zbytnią wylewność od tego starucha – Kargan wyszczerzył zęby w uśmiechu, jednak oczy miał wypełnione smutkiem.

Hideon rozwinął list i zaczął czytać:

Knypku,

Dzięki tobie wszystkie bolesne wspomnienia wróciły. Otworzyłeś mi oczy, więc jestem Ci winien podziękowania, zbyt szybko poddałem się i pielęgnowałem nienawiść wobec własnego pochodzenia. Ruszam w świat zrobić coś pożytecznego zamiast gnić w letargu, a ty wróć do domu i zabierz ze sobą hełm Gornaka. Opowiedz jego prawdziwą historię każdemu, kto będzie słuchał, bo miałeś rację. Ludzie powinni wiedzieć.

Mirrad

Z zawiniątka chłopak wyciągnął stalowy hełm ze skrzydłami po bokach. Był skromnie zdobiony, jednak zbyt duży nawet jak na olbrzymiego Garena. Choć porządnie wykonany, Hideon trzymał go jakby był zrobiony ze szkła. Oto miał w dłoniach dowód legendy, mniej okazały niż w podaniach, jak wszystko z resztą. Chłopak spojrzał na Kargana, który zdobył się tylko na krótką radę:

– Sam najlepiej wiesz, co z tym zrobić – powiedział ze ściśniętym gardłem.

Gamezeen is a Zeen theme demo site. Zeen is a next generation WordPress theme. It’s powerful, beautifully designed and comes with everything you need to engage your visitors and increase conversions.

More Stories
Little Nightmares DLC announced